Witam się po dłuższej nieobecności, ale przychodzę od razu z relacją z wyprawy do stolicy Katalonii- Barcelony. Zapraszam 🙂

Barcelona

Pierwszy raz w tym urokliwym hiszpańskim mieście byłam w kwietniu 2019 roku. Moje północne serce nie zabiło wtedy mocniej na uwielbianą przez wielu Barcelonę. Musiały minąć 3 lata, abym zakochała się w stolicy Katalonii na zabój, ale początki (jak to u mnie bywa) nie były łatwe. Co konkretnie mam na myśli? Zaraz wszystko wyjaśnię 🙂

Razem z narzeczonym dzielimy pasję jaką są wyścigi samochodowe. Oboje z zapartym tchem śledzimy te wydarzenie i kibicujemy swoim ulubionym kierowcom. W tamtym roku podjęliśmy decyzję, że w 2022 na pewno udamy się na Grand Prix by na żywo cieszyć się wyścigiem. Pierwotnie zakładaliśmy, że na nasze pierwsze GP Formuły 1 wybierzemy tor uliczny i stolicę Azerbejdżanu – Baku, ale los miał dla nas zupełnie inny plan i jakimś zrządzeniem padło na Barcelonę.
Szósta runda Mistrzostw Świata Formuły 1 w sezonie 2022 miała miejsce w dniach 20-22 maja na torze Circuit de Barcelona-Catalunya w Montmeló. Bilety na GP kupione, lecimy zatem do stolicy Katalonii 🇪🇸🧳

Narzeczony boi się latać, więc zastanawialiśmy się nad pomysłem pokonania trasy Warszawa-Barcelona autem. Jednak po szybkiej kalkulacji cen paliwa versus biletów lotniczych zdecydowaliśmy się na samolot. Zakup biletów odkładaliśmy na później z nadzieją, że trafi nam się fajna okazja. Jak łatwo się domyślić im dłużej czekaliśmy tym ceny szły w górę i świadomi, że sprawy przybiorą zły obrót, jak dzieci wciąż liczyliśmy na cud, który niestety nie nastąpił.
W końcu, kiedy oboje zdecydowaliśmy, że nastał najwyższy czas się tym zająć wybuchł strajk kontrolerów ruchu lotniczego na początku kwietnia. Ponownie zaczęliśmy się zastanawiać, czy na pewno wybieramy środek transportu jakim jest samolot, czy może jednak przemęczymy się kilkanaście godzin i trasę pokonamy samochodem. Zakup biletów znowu odłożyliśmy na bok… Czas i okoliczności nam nie sprzyjały, mieliśmy totalny mętlik w głowie. Śledziliśmy informacje dotyczące porozumień kontrolerów z przedstawicielami PAŻL i liczyliśmy, że wszyscy dojdą do polubownego załatwienia sprawy.
Mijały dni a ja miałam wrażenie, że konflikt przybiera na sile. Któregoś dnia w mediach przeczytałam, że z lotniska im. F. Chopina w Warszawie w pierwszej kolejności miały się odbywać tylko wybrane operacje lotnicze. Na liście zabrakło Barcelony. Zaczęła się panika i sprawdzanie połączeń do stolicy Katalonii z innych lotnisk w Polsce.
Padło na lot z Katowic, który przy okazji był w nieco lepszej cenie, więc od razu dokonałam transakcji. Następnego dnia tj. 28 kwietnia podano do szerszej informacji, że osiągnięto przełom w negocjacjach do 10 lipca 🙂🙂🙂
Cieszę się, że strony sporu się dogadały, a my mieliśmy przejażdżkę z Warszawy do Katowic i z powrotem.

19 maja

Czwartek, 19 maja, ruszyliśmy pociągiem z Warszawy do Katowic. Lot (liniami WizzAir) mieliśmy o 19 i planowo 2,5 godziny później wylądowaliśmy na lotnisku Barcelona-El Prat. Do hotelu przyjechaliśmy taksówką firmy „Zolty” – popularnego, lokalnego przewoźnika, którego nazwa wzięła się od polskiej nazwy koloru- żółtego.
Trasa zajęła nam około 25 minut i wyniosła 30 euro. Hotel zlokalizowany był 10 min pieszo od największej atrakcji Barcelony- kościoła La Sagrada Familia, nieopodal szpitala św. Pawła i stacji metra. Nie będę Wam go jednak polecać, ponieważ oprócz dogodnej lokalizacji nie oferował nic więcej i zmieniliśmy go ostatniej nocy na inny.

TAXI

Kolejna ciekawostka- korzystając z popularnych aplikacji zamawiania przejazdów w Hiszpanii należy podać numer paszportu lub dowodu osobistego, w innym wypadku zlecenie nie zostanie złożone, ale spokojnie w aplikacji dostaniecie monit w tej sprawie.

A skoro jesteśmy już przy transporcie, kilka słów na temat barcelońskiego metra. Podróżowanie tym środkiem transportu po Barcelonie jest bardzo wygodne, szybkie i relatywnie tanie. System składa się z ponad 160 stacji, 11 linii i kilku stref (zona). Bilety można zakupić na każdej stacji, należy jednak pamiętać, żeby mieć przy sobie gotówkę lub fizyczną kartę, ponieważ nie na każdej stacji jest możliwość płatności zbliżeniowych. Polecam zainstalować sobie jednak aplikację TMB i dokonać zakupu karnetu właśnie tam. Najbardziej popularnym biletem jest T-casual, który pozwala na odbycie 10 podróży z możliwością przesiadek (metro, autobus, tramwaj). Warto jednak zaznaczyć, że podczas jednej podróży maksymalnie można przesiąść się tylko 3 razy, dlatego trzeba wcześniej dobrze zaplanować trasę. Przy wyszukiwaniu przejazdów korzystaliśmy jedynie z Google Maps.

20 maja

Cały piątek zaplanowaliśmy na eksplorację stolicy Katalonii. Kilka tygodni przed wylotem rozpisałam nam plan wycieczki i krok po kroku go realizowaliśmy. Zwiedzanie mieliśmy rozpocząć od spaceru do Temple Expiatori de la Sagrada Família, autorstwa A. Gaudiego, ale wcześniej zatrzymaliśmy się na chwilę by podziwiać wspomniany już przeze mnie kompleks szpitalny św. Pawła, a konkretnie św. Krzyża i św. Pawła (Hospital de la Santa Creu i Sant Pau). Ten budynek za każdym razem robił na mnie ogromne wrażenie. Rankiem pięknie oświetlany słońcem, wieczorem blaskiem lamp. Jest to bez wątpienia arcydzieło secesji wpisane w 1997 roku na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.
Projektantem zespołu budynków w barcelońskiej dzielnicy Eixample był Lluís Domènech i Montaner.

Następnie udaliśmy się zgodnie z planem do najbardziej rozpoznawalnej na świecie budowli katalońskiej.
Budowę Sagrada Familia rozpoczęto w 1882 roku i przypuszcza się, że zakończenie prac ma mieć miejsce w setną rocznicę śmierci architekta- Antonio Gaudiego w 2026 roku. Kościół posiada trzy fasady: Narodzenia (jedyna w znacznej mierze ukończona przez architekta), Pasji, Chwały i jest pełen chrześcijańskich (i podobno masońskich!) symboli, bowiem 18 wież odzwierciedla liczbę 12 apostołów, 4 ewangelistów, Chrystusa oraz Dziewicy Maryi. Fasada Męki Pańskiej, czyli fasada przedstawiająca ostatnie chwile z życia Jezusa skrywa pewien sekret. Przy jednej ze scen znajduje się magiczny kwadrat.  Znajduje się w nim 16 liczb, które dodane pionowo, poziomo i ukośnie dają zawsze ten sam wynik- liczbę 33. W chrześcijaństwie liczba 33 symbolizuje wiek Jezusa w dniu jego śmierci, natomiast w kulturze masońskiej- liczbę mądrości, wolny umysł czy jak podają inne źródła- kierunek Nowego Porządku Świata.
Gaudiemu przypisuje się przynależność do masonów, co w dużym stopniu kłóci się z jego gorliwą wiarą chrześcijańską. Na razie nie ma jednak na to żadnych dowodów, że architekt sympatyzował z ugrupowaniem.

Sagrada Familia została zaprojektowana tak, aby nie przekraczać wysokości 173 metrów, ponieważ taka jest wysokość barcelońskiej góry Montjuic. Gaudi chciał zadbać o to, żeby nad miastem górowała jedynie naturalna, stworzona przez Boga góra, a nie wybudowany ludzkimi rękoma budynek. W 2005 roku Fasada Narodzenia Pańskiego i krypta świątyni Sagrada Familia znalazły się na liście Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.
La Sagrada Familia to prawdziwa wizytówka Gaudiego i Barcelony, corocznie odwiedza ją ponad 3 miliony turystów z całego świata.

Jakby potoczyły się dalsze losy Gaudiego (i poniekąd Barcelony), gdyby nie przegłosowano na „tak” za jego tytułem architekta w 1878 roku? Podobno Elies Rogent– ówczesny dyrektor szkoły (Escuela Técnica Superior de Arquitectura de Barcelona) miał rzec: „Daliśmy tytuł szaleńcowi lub geniuszowi- czas pokaże, komu”.

Kolejnym celem na naszej liście był Park Güell, również autorstwa Gaudiego. Projekt parku architektowi powierzył kataloński przedsiębiorca Eusebi Güell i od jego nazwiska pochodzi nazwa ogrodu. Prace trwały od 1900 do 1914 roku. W pierwotnym planie miało to być osiedle dla zamożnych mieszkańców Barcelony, gdzie mogliby odpoczywać w pięknych okolicznościach przyrody. Jednak bardzo szybko okazało się, że ukształtowanie terenu jest zbyt wymagające i po zbudowaniu kilku budynków (w tym jednego mieszkalnego) zadecydowano o zaprzestaniu dalszej budowy. W 1922 roku władze miasta odkupiły plac i udostępniły go mieszkańcom jako park.
Spacerując parkiem na pewno dostrzeżecie piękne mozaiki z potłuczonych talerzy i ceramiki, to nic innego jak sztuka trencadís. To właśnie w ten sposób wykończony jest słynny balkon w Park Güell, który błyszczy się wszystkimi kolorami tęczy. Bilet wstępu do parku wyniósł nas 10 euro za osobę.

Przy okazji opisywania Sagrada Familia wspominałam wam o teorii spiskowej związanej z wolnomularstwem. Jak się okazuje Parku Güell także skrywa w sobie tajemnicze symbole masonów. Schody w Parku Güell składają się z 33 stopni, oprócz tego w parku znajdziemy kamień filozoficzny, który jest dobrze widoczny przy wejściu na schody, oraz rozmieszone po całym terenie pięcioramienne gwiazdy (symbol używany przez alchemików do wyrażania pięciu podstawowych żywiołów natury: wody, ziemi, ognia, powietrza i eteru).
Czy Antonio Gaudi należał do loży masońskiej? Na te pytanie jeszcze przez jakiś czas nie dostaniemy odpowiedzi.

Zwiedzanie zwiedzaniem, ale w końcu przyszedł czas na posiłek. Spacerując w stronę Casa Milà (Dom Mili) zaszliśmy na chwilę do piekarni 365 Café. Jest to sieciówka dostępna na rogu każdej ulicy, często ja mijaliśmy, a jedna z nich była koło naszego hotelu. Polecam Wam tam koniecznie kanapkę na gorąco z szynką iberyjską i serem camembert. Pychaaaaa! Taka przyjemność to wydatek około 3,5 euro.

Po pysznym i szybkim śniadaniu (o ile śniadanie jada się koło godziny 13 😁) dotarliśmy do Casa Milà, który był ostatnim projektem Gaudiego. Casa Milà (1906-1910) również znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kamienica ze względu na swój toporny i pozornie chaotyczny kształt otrzymała przezwisko La Pedrera, co po katalońsku oznacza „Kamieniołom”. Nie zdecydowaliśmy się na zakup wejściówki do La Pedrera (koszt 25 euro) i wyruszyliśmy dalej zwiedzać zakamarki stolicy Katalonii.

Z pewnością część z Was kojarzy tętniącą życiem o każdej porze dnia i nocy ulicę La Rambla. My też chcieliśmy pospacerować po tym ponad kilometrowym deptaku. Ulica prowadzi od Plaça de Catalunya w centrum do pomnika Krzysztofa Kolumba na nabrzeżu. Niezależnie od pogody La Ramblę dziennie odwiedza ponad 150 tysięcy turystów kuszonych dookoła zielenią, sklepikami i knajpami. Oczywiście ulica ma też swoją niechlubną sławę, mianowicie w tym tłumie często grasują kieszonkowcy, dlatego miejcie się na baczności. Nam co prawda nic się nie stało, ale z tyły głowy mieliśmy tę przestrogę.

W drodze do hotelu zaszliśmy jeszcze na chwilę pod pod Torre Glòries (znany także pod nazwą Torre Agbar). Biurowiec projektu francuskiego architekta- Jeana Nouvel’a.
Wieżowiec ma 144 m, co czyni go trzecim pod względem wysokości budynkiem w Barcelonie.
Największe wrażenie robi jednak wieczorem, kiedy oświetla go ponad 4500 LED-owych lamp.

Wieczór po całodziennym zwiedzaniu zaplanowaliśmy na randkę i w tym celu udaliśmy się do polecanej restauracji
La Selva, specjalizującej się w mięsie. Od samego początku restauracja wywarła na nas ogromne wrażenie. Wnętrze udekorowane tropikalną roślinnością, dookoła stolików imponujące szafy z mięsem, i w tle huśtawki, na których spokojnie można było usiąść.
Obsługa była na najwyższym poziomie, jedzenie przepyszne, czego chcieć więcej. Zdecydowaliśmy się na steki, które podawane były na gorących kamieniach. Do mięsa dobraliśmy czerwone wino. Jeśli chodzi o ceny, uważam, że były rozsądne (około 35 euro za 250 gramów polędwicy argentyńskiej). Z podobnymi kwotami można się spotkać w Polsce w bardziej lub mniej renomowanych miejscach.
Gorąco Wam polecam udać się tam na kolacje! Bardzo fajne miejsce na mapie Barcelony. Będziecie zachwyceni! Pamiętajcie tylko o wcześniejszej rezerwacji- można zrobić ją on-line 🙂
Po przepysznej kolacji wstąpiliśmy jeszcze na Sangrię. Nie pamiętam miejsca, ale spokojnie, w każdej knajpce dostaniecie tę wizytówkę Hiszpanii od ręki. Salut!

Przy okazji, że mamy tu wątek gastronomiczny, zostawię Wam „polecajkę”.
Fanom pizzy rekomenduję małą pizzerię nieopodal Katedra św. Eulalii – Da Nanni. Już od 3 euro możecie zjeść przepyszną neapolitańską pizzę, której przygotowanie zajęło nie więcej niż 15 minut. Ja „zmuszona” byłam wziąć swoje zamówienie na wynos, ponieważ w lokalu wszystkie stoliki (aż 3 :D) były zajęte.
Mi to absolutnie nie przeszkadzało, ale ostrzegam, że może się tak zdarzyć.

23 maja

Poniedziałek po Spanish GP upłynął mi na samotnym zwiedzaniu, ponieważ mój towarzysz podróży musiał pracować. Tego dnia wybrałam się pod łuk triumfalny oraz barcelońską plażę, czy można było lepiej zacząć nowy tydzień?

Łuk Triumfalny w Barcelonie powstał w 1888 roku i jest to (chyba) jedyny łuk triumfalny na świecie niezwiązany z aspektem militarnym. Budowa Arc de Triomf podyktowana była wystawą światową, która odbywała się wtedy w Barcelonie (kwiecień-grudzień 1888r). Wystawa okazała się ogromnym sukcesem. Władze miasta zainwestowały przy okazji jeszcze w kilka innych inwestycji, m.in. stworzenie Parku Cytadeli, czy dostarczenie oświetlenia elektrycznego na ulicę La Rambla, aby umożliwić zwiedzanie miasta wieczorową porą. Można spokojnie rzecz, że 1888 rok to rok urbanizacji Barcelony i przekształcenie jej w centrum handlowe, przemysłowe i turystyczne.
Łuk Triumfalny zaprojektowany przez architekta- Josepa Vilaseca i Casanovas jako główne wejście na te wydarzenie, a dziś wyznaczający drogę do barcelońskiego Parc de la Ciutadella. Łuk wykonany jest z czerwonych cegieł i inspirowany stylem mauretańskim. Ma 30 metrów wysokości, a na fasadzie posiada dwie, piękne płaskorzeźby przedstawiające anioły witające gości i wręczające medale. Ozdobiony jest herbami Hiszpanii i hiszpańskich prowincji.
Warto wybrać się do tego miejsca, odpocząć na chwilę na ławeczce w pięknych okolicznościach przyrody i poczuć niepowtarzalny barceloński klimat.
Spacerując dalej w kierunku Parku Cytadeli na pewno nie ominie Was narysowana na chodniku kolorowa mapa upamiętniająca starą Barcelonę otoczoną kiedyś murami miejskimi.

Spacer spod Łuku Triumfalnego na plażę zajął mi około 30 minut. Barceloneta, to jedna z najczęściej odwiedzanych dzielnic w Barcelonie (część Ciutat Vella-najstarszej dzielnicy w mieście). Kiedyś Barceloneta pełniła rolę domu dla rybaków i ludzi związanych z przemysłem, a dziś kusi amatorów odpoczynku na świeżym powietrzu i plażowania.
Barceloneta to miejsce, do którego prędzej czy później musisz się udać i pochillować na piaszczystej plaży po kąpieli w Morzu Śródziemnym.

Czas podróży dobiegł końca. Pełni niesamowitych wrażeń, wspomnień i szczęśliwi, że udało nam się spełnić jedno z naszych największych marzeń, wróciliśmy do domu. Barcelona okazała się wspaniałym miastem, mimo tej pierwotnej niechęci by ponownie się tam wybrać. Poniekąd wpływ na tak pozytywny odbiór tej podroży miało GP Hiszpanii, ale i tak uważam, że warto wybrać się do stolicy Katalonii i samemu przekonać się jak jest tam pięknie.
A jak za pierwszym razem nie zaskoczy, to rozważcie (na moim przykładzie) podróż kolejny raz 🙂

W następnej notce zabiorę Was na Spanish GP Formula 1. Cytując klasyka „będzie się działo” 😃😎

P.S. Mam tu fanów Formuły 1?

Dziękuję! Do następnego! 🙋🏼‍♀️
M.

Author